POPULARNE Staliśmy się "Chińczykami Europy". Biedniejemy

Wojciech Nowicki

Outdoor, podróże i biznes.

Czy Afryka jest bezpieczna dla podróżników?

Z Łukaszem Nitwińskim, podróżnikiem i pilotem wycieczek, o niebezpieczeństwach podróżowania po Afryce rozmawia Wojtek Nowicki. Łukasz Nitwiński od wielu lat podróżuje pieszo oraz rowerem. Wędrował po Afryce Wschodniej, a w Afryce Północnej i Zachodniej przejechał rowerem 5,5 tysiąca kilometrów, za co został wyróżniony na festiwalu podróżniczym Kolosy. Przejechał rowerem także pogranicze irańsko-afgańskie. Pracuje jako event manager w agencji turystycznej działającej m.in. na terenie Kenii.

Wojtek Nowicki: W swoich prelekcjach zawsze omawiasz aspekt bezpieczeństwa. Przekonujesz, że powszechne wyobrażenie o Afryce, jako kontynencie szczególnie niebezpiecznym, nie znajduje potwierdzenia w Twoich doświadczeniach. Czy po wydarzeniach w Nairobi wciąż uważasz Afrykę, a szczególnie Kenię za bezpieczny cel podróży?


Łukasz Nitwiński: Afryka zawsze była miejscem konfliktów o różnych podłożach, m. in. etnicznych, religijnych czy społecznych. To gigantyczny kontynent, pełen kontrastów, często sprowadzany do jednego mianownika. To tak jak byśmy szykując się na wyjazd na Islandię i Maderę powiedzieli, że jedziemy do Europy. Schodząc, więc od ogółu do szczegółu i patrząc tylko na Kenię należy na wstępie powiedzieć, że to dość szczególny przypadek. Jako jedna z pierwszych dostrzegła swój potencjał i już od wielu dekad figuruje na turystycznej mapie świata. Funkcjonuje w wyobraźni jako sprawdzony przyczółek do złapania przysłowiowego słonia za ogon, miejsce sielankowe i przyjazne turystom. Jednak terytorium Kenii od czasu uzyskania niepodległości zawsze było areną niepokojów i krwawych incydentów.

Zapewne mało kto, wykupując wycieczkę do Kenii, pamięta o ataku na ambasadę USA w Nairobi z 1998 r?

To dobry przykład bo w tamte działania zaangażowana była bezpośrednio afrykańska Al-Kaida, z którą teraz wiąże się somalijska Asz-Szabab. Ale dzieje się znacznie więcej, np. w 2002 roku bojownicy Al-Kaidy zamordowali 15 izraelskich turystów w Mombasie, próbowali też zestrzelić rakietami samolot pasażerski. W północnych rejonach kraju cały czas dochodzi do krwawych tarć etnicznych. Kenijskie miasta zmagają się z typowymi dla tego regionu problemami: chaosem, przeludnieniem, korupcją czy brakiem miejsca, zwłaszcza dla ubogiej ludności napływowej. To rodzi konflikty i zagrożenia, jednak nie przyczyniło się w do spadku atrakcyjności Kenii pod względem turystycznym.

Jak ostatni zamach w centrum handlowym w Nairobi wpłynie na kenijską turystkę?

Prawdopodobnie kilka Pań w biurze dużych tour operatorów odbierze telefon od zaniepokojonego uczestnika, ale to wszystko. Myślę, że Kenia zbyt długo gości w wakacyjnych folderach by ludzie zaniechali podróży. Incydentalne wydarzenia, choć tragiczne, zazwyczaj nie kodują się w powszechnej świadomości. Raczej są kojarzone lokalnie - przecież Nairobi to nie Lake Nakuru.

Czy zdecydowałbyś się wsiąść jutro na rower i przemierzać ulice Nairobi czy kenijskie wybrzeża?

Bez najmniejszych wątpliwości tak, choć trzeba zachować zdrowy rozsądek, jak zawsze i wszędzie. „Nie pchaj się tam, gdzie Cię nie chcą” - z tą zasadą zajedziesz daleko. W życiu znacznie bardziej niż somalijskich terrorystów i wyjazdu do Kenii obawiam się łazienki i jazdy samochodem. Ze wszystkich pomieszczeń domowych łazienka zbiera największe żniwo - mokra terakota przy wychodzeniu z wanny nie zna litości. A samochody? Tylko tego lata na polskich drogach zginęło ponad 500 osób, z czego połowa to bezbronne ofiary tych z naprzeciwka. Jestem socjologiem, więc wiem, że statystykami można manipulować, ale nie tym razem. To fakty, które należy sobie uświadomić. Tak samo jak ten, że samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu, choć to właśnie ten środek transportu budzi największe emocje. Irracjonalne, ale ludzkie.

Wróćmy do ataku na centrum handlowe w Nairobi. Sygnał od zamachowców jest jasny: nie przyjeżdżajcie bo zginiecie. Co na to zasada „Nie pchaj się tam, gdzie Cię nie chcą”?

(Śmiech) Wróćmy do kwestii zdrowego rozsądku. Przed każdym wyjazdem, w tym także do Kenii, zawsze warto sprawdzić, co dzieje się na miejscu i wybrać miejsce możliwie spokojne. Rezygnując całkowicie z takiej podróży niejako ulegniemy terrorystom. Myślę, że ewentualne obawy przed podróżami do Kenii prędzej wynikają z naszego ogólnego strachu przed wspólnym mianownikiem czarnej Afryki, o którym mówiłem na początku.
Gdy na madryckich stacjach czy w londyńskim metrze wybuchały w ostatnich latach bomby zabijające setki ludzi to czy zmniejszyło to zainteresowanie turystów Hiszpanią czy Wyspami? Nairobi, Mombasa czy zlokalizowane w krajach ościennych Dar Es Salaam czy Addis Abeba to zupełnie normalne, otwarte i przyjazne miasta choć nieco inne niż Madryt czy Londyn. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do ich wyglądu, nie znamy „kodu” tych miejsc, stąd nasz lęk i wyolbrzymione reakcje wobec incydentalnych zagrożeń.



Jaki „kod” mają afrykańskie miasta?

Każde miejsce na ziemi ma swój klimat, rytm, oddycha na swój sposób, pachnie, itd. Człowiek niezwykle silnie przyzwyczaja się do detali, które go otaczają. Zasady ruchu drogowego, język, obyczaje, zdobienia elewacji budynków, ludzkie twarze – ja to określam mianem kodu. Wszystko to szybko rozpoznajemy i odczytujemy we własnym miejscu, nieco wolniej u sąsiadów, ale na kompletnie obcym gruncie, zlokalizowanym w zupełnie innym geopolitycznym świecie czujemy się zagubieni. Minie trochę czasu zanim nabierzemy orientacji i pewności, uporządkujemy przestrzeń, dopiero wtedy poczujemy się bezpiecznie.

Ile czasu potrzebowałeś podczas swoich afrykańskich wypraw by nabrać takiej orientacji, poczuć się bezpiecznie?

Gdy wylatujesz z homogenicznej białej polski, a lądujesz w miejscu, gdzie teraz to ty jesteś jedynym białym i to z portfelem przekraczającym roczne zarobki większości otaczających Cię osób to oswajanie z miejscem musi trochę potrwać. Wyobraźmy sobie sytuację: ledwo prowadzę rower z bagażem na najbliższe 6 tygodni, jest zmrok, dookoła bród, nagle ktoś coś do mnie mnie woła. Czy zaczepiająca mnie grupka ma dobre zamiary czy złe? Czy chcą mi pomóc czy w najlepszym wypadku zabrać wszystko co mam? Czy jestem w niebezpiecznej dzielnicy? W Polsce lat 90, synonimem „groźnych” typów były trzy albo i cztery paski oraz krótki włos na głowie - prosty znany kod. Ale w takim Nairobi, gdzie ludzie wyglądają i zachowują się zupełnie inaczej nie odróżnimy czy rozmawiamy z naciągaczem czy serdecznym i życzliwym nieznajomym. I znów - niedostatek wiedzy i odruchowe obawy dają nam brak poczucia bezpieczeństwa. Po jakimś czasie już wiemy i na odległość potrafimy ocenić sytuację.

Z jakimi niebezpieczeństwami spotykałeś się w trakcie Twoich podróży po Afryce?

Zacznijmy może od tego, że potencjalne niebezpieczeństwa Afryce możemy podzielić na dwie grupy. Naturalne i regionalne, czyli przyroda, warunki klimatyczne, choroby ale też i szalony ruch drogowy czy niebezpiecznie wręcz słaba infrastruktura. Druga grupa to wszystkie akty związane z celową działalnością człowieka. W te pierwsze pchałem się wielokrotnie na własne życzenie i trudno mi realnie ocenić kiedy byłem zagrożony, a kiedy nawet nie miałem o tym pojęcia. Mauretańska burza piaskowa z piorunami na środku pustyni nie była najprzyjemniejszym wydarzeniem. Podobnie jak poszukiwanie pożywienia i wiosek w dzikich górach Gwinei, kiedy zabłądziłem. Odwodnienie i osłabienie w środku niemal bezludnego, piaszczystego terenu i w konsekwencji bolesne problemy ze sprawnym poruszaniem się.



Jeżeli chodzi o celowe działania człowieka to byłem raz okradziony podczas snu w lesie przy plaży, miałem sprzeczkę z pijanym żołnierzem, tuż za moim rowerowym kołem brutalnie potrącono człowieka. Ale to chyba nie tak źle jak na czas, który spędziłem w Afryce. Może mam szczęście, a może nie jest tak źle w tej Afryce? Do najczęstszych problemów z którymi można się spotkać na tym kontynencie zaliczyłbym napady rabunkowe na pojazdy (zwłaszcza w Nigerii), próby kradzieży z grożeniem nożem lub maczetą. To takie standardy. Podczas mojego pobytu w Gwinei miały miejsce wybory na prezydenta. To zawsze czas podwyższonego ryzyka. W mijanych przez mnie miejscowościach zginęło kilkunastu ludzi, były aresztowania. Afrykańczycy potrafią być niezwykle temperamentni i w tłumie stają nie się absolutnie nieprzewidywalni. Pewien polski podróżnik został skopany i poniżony, bo przypominał Egipcjanina i natknął się na zdenerwowany tłum Kongijczyków, którzy szukali znieczulenia po przegranym meczu piłkarskim. Pech. Osobiście obawiałem się najbardziej znalezienia w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie.

Ale czy podczas wielomiesięcznych podróży po Polsce nie napotkałbym bym podobnych problemów? W piątkową noc pod warszawskim dworcem centralnym czuję się znacznie mniej swobodnie niż na ulepionych z dykty i szmat przedmieściach Nairobi. Owszem, nie ma co się oszukiwać, pewne miejsca są bardziej niebezpieczne od innych. Nigeryjskie Lagos czy kongijska Kinszasa to naprawdę trudne miasta. Przed każdą podróżą trzeba sprawdzić, co aktualnie się dzieje, ale trzeba też umieć odróżnić efektowne dla mediów ataki od układających się w niepokojącą prawidłowość miejsca.

Czyli Kenia turystycznie pozostaje bezpieczna?

Czas pokaże, to co się stało jest tragedią ale w długiej perspektywie jestem jednak dobrej myśli. Miejmy nadzieję, że atak w Nairobi pozostanie jedynie incydentem a nie nową prawidłowością. Znowu porównanie: Chicago notuje niemal 500 zabójstw z użyciem broni palnej rocznie, Glasgow jeszcze kilka lat temu notowało największą liczbą napadów z użyciem białej broni na jednego mieszkańca. Neapol wciąż przoduje w lidze złodziei. Marsylia tonie w narkotykach, a porachunki dealerów uderzają rykoszetem w osoby postronne. Stolice dawnego bloku wschodniego nacjonalizują się - mając kaukaską aparycję, po zmroku trzeba na prawdę uważać, zwłaszcza w Moskwie. Pomimo tego to też są ciekawe miejsca i można tam jeździć, nawet trzeba. Świat jest zbyt fascynujący aby pozwolić strachowi przesłonić jego bogactwo.

Więcej o podróżach Łukasza Nitwińskiego można przeczytać na outblog.pl



Rozmawiał Wojtek Nowicki
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodróżeAfryka

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej